Dziś, jutro, zawsze.

Dziś, jutro, zawsze.

To był zdecydowanie szalony dzień.
Szalona msza.
Szalona noc.

 

Nie powiem, że nie stresowałam się tym dniem. 
Nawet miałam kilka snów, w których zapomniałam aparatu, albo zepsuła mi się karta pamięci.

Haha, mózg płatał mi figle. 

 

Całe napięcie zeszło ze mnie automatycznie, kiedy tylko weszłam do domu Panny Młodej.

Czas przygotowań i oczekiwania był pełen śmiechu i radości.

Zero stresu, rozumiecie to? I nie mówię w tym momencie o mnie! 
Ja jestem pełna podziwu i naprawdę chciałabym kiedyś sama zachować w tym dniu tak duży luz i spokój.

Pozazdrościć! 

 

 

Msza, która także owocowała w szczere i szerokie uśmiechy.

 

 

O weselu nie muszę chyba mówić, bo każdy wie, że jest to szalony czas.
Sama czułam się tam super, więc nie mam wątpliwości co do gości. 

Parkiet był ciągle pełny. 

Cieszę się też, że ludzie widząc mnie pstrykającą zdjęcia nie uciekali wzrokiem,  wręcz przeciwnie uśmiechali się, pozowali i wygłupiali.

 

To w końcu pamiątka dla Was wszystkich, nie tylko Młodej Pary – pamiętajcie o tym! 

 

 

 

Na koniec dziękuję oczywiście dla Justyny i Grześka za zaufanie i to, że tak miło mnie przyjęliście.

Dużo szczęścia dla Was!